jesteś na: Strona głównaO Rotmistrzu...

Bohater widziany oczami syna: Rotmistrz Pilecki

2012-11-07

- Życie mojego ojca było tak bogate, że reżyserzy, którzy podejmowali próby stworzenia o nim filmu, po zbadaniu materiałów, wycofywali się z tego pomysłu, mówiąc, że ten temat przerasta ich możliwości - mówił do białostockich licealistów Andrzej Pilecki, syn bohaterskiego rotmistrza. Przedstawił on podczas spotkania z młodzieżą nieznane fakty z życia swojego ojca. Andrzej Pilecki wziął także udział w zorganizowanej przez białostocki IPN promocji książki "Rotmistrz Witold Pilecki 1901-1948".


 

Spotkanie w siedzibie IPN odbyło się z udziałem młodzieży z XI LO im. rtm. Witolda Pileckiego w Białymstoku. Zanim głos zabrał syn patrona szkoły, sylwetkę rotmistrza w formie wykładu przedstawił historyk Piotr Łapiński z Okręgowego Biura Edukacji Publicznej w Białymstoku. Pokazano również krótki film dokumentalny obrazujący losy Witolda Pileckiego.
Szkoły, które coraz liczniej przyjmują imię rotmistrza Witolda Pileckiego, Andrzej Pilecki nazwał kwaterami, do których dociera przesłanie jego ojca. - Te kwatery gromadzą teraz wielu ludzi, młodych ludzi, kochających swoją Ojczyznę - podkreślał. Zwracając się do młodzieży, Andrzej Pilecki wskazywał na niezwykłą odporność psychiczną i fizyczną swego ojca, jego ogromny hart ducha. Przekonywał, że nie był to przypadek, ale wynik wieloletniej pracy rotmistrza nad sobą. - Ojciec nigdy nie próżnował, nawet w niemieckim obozie jenieckim, do którego trafił po Powstaniu Warszawskim, gdzie nie było praktycznie nic do roboty, on ćwiczył ducha, ciało i umysł. Umysł - spisując np. imiona i nazwiska osób, które od dzieciństwa poznał w swoim życiu. Były tam m.in. trudne nazwiska chińskie. Spisał tych nazwisk dokładnie 758 - wspominał ojca Andrzej Pilecki. - Te informacje mam z notatek ojca, które zabrało mu UB, a mi oddano je dopiero niedawno - dodał.
Andrzej Pilecki mówił również młodzieży o głębokiej chrześcijańskiej duchowości, jaka cechowała jego ojca. Wplótł w ten temat historię swojego spotkania z człowiekiem, który miał kontakt z rotmistrzem Pileckim, kiedy ten był więziony przez UB w Warszawie. - Człowiek ten był w przeszłości kryminalistą, który w więzieniu roznosił jedzenie innym więźniom. Opowiadał mi, że kiedy przynosił do celi posiłek rotmistrzowi, ten był zatopiony w tak głębokiej modlitwie, iż nawet tego nie zauważał - opowiadał Andrzej Pilecki. - Postawa religijna mojego ojca tak mocno wpłynęła na tego kryminalistę, że po wyjściu z więzienia porzucił on dotychczasowy sposób życia, stał się człowiekiem wierzącym i postanowił pomagać innym - podkreślił.
Gość mówił również o przedwojennym życiu rotmistrza Pileckiego w majątku Skurcze położonym niedaleko Lidy, który w momencie przyjazdu Pileckich był w kiepskim stanie. - Mówiono o moim ojcu, że z podupadłego majątku zrobił "złote jabłko". Słynął z uprawy pszenicy i rzadkiej czerwonej koniczyny. - Nasz dom miał przeszło 400 lat. Zniszczono go dopiero w roku 1965. Przetrwał więc wszystkie zawieruchy wojenne, a padł z rąk komunistycznych wandali - mówił z żalem Andrzej Pilecki.

Adam Białous, Białystok
Nasz Dziennik