jesteś na: Strona głównaO Rotmistrzu...

Zofia Pilecka o ojcu: "Serce miał wspaniałe"

2013-06-06

Ojciec zawsze mówił mi, że mam być bardzo dzielna - skazanego 65 lat temu na śmieć ojca wspomina Zofia Pilecka - Optułowicz.


15 marca 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał na śmierć rtm. Witolda Pileckiego, oficera AK i 2 Korpusu Polskiego, organizatora wojskowej konspiracji w obozie Auschwitz.

Przypominamy z tej okazji fragmenty wywiadu, jakiego portalowi Warszawski PiS udzieliła córka rotmistrza - Zofia Pilecka - Optułowska.

"Kontakt z ojcem wspominam nadzwyczajnie. W ogóle jego majątek w Sukurczach to było miejsce nadzwyczajne, dla dziecka absolutnie wyjątkowe. Tam wszystko było takie piękne. Ojciec uczył nas kochać przyrodę, nie wolno nam było nawet robaczka zgnieść. Widzieliśmy, że taki robaczek ma służyć czemuś innemu, a zgnieść nóżką nie wolno go było.

I przede wszystkim uczył nas odpowiedzialności za słowo, nie wolno było skłamać. To był bardzo wrażliwy człowiek. Serce miał wspaniałe. Dla zwierząt, dla wszystkiego, co żyje. Uważał, że wszystko co żyje to stanowi jakiś łańcuch przyrody. Gdyby zniszczyć cokolwiek, to zrywa się ten łańcuch, a przyroda musi mieć te ogniwa spojone ze sobą.

W 1939 roku musieliśmy ojca pożegnać. Miałam niespełna sześć lat. Pamiętam, że widziałam go na tej jego pięknej klaczy. Ktoś mnie podniósłi i jemu podał, on mnie uściskał. Tyle pamiętam. On poszedł na wojnę, a my zostaliśmy w tym majątku, który i tak musieliśmy niebawem opuścić. Ojciec zawsze mówił mi, że mam być bardzo dzielna. Ja zresztą to sobie uświadomiłam, ale nie wtedy, tylko nieco później, że on miał czas na to, aby nauczyć nas żyć. Żeby w każdej sytuacji móc sobie poradzić. To mi zawsze dodawało sił.

Kontakt z ojcem mieliśmy nawet wtedy, kiedy on na ochotnika poszedł do Oświęcimia. On przez jakieś swoje kontakty, przez które przesyłał z obozu raporty, pisał także do nas bardzo piękne listy. Pamiętam tez dobrze ten okres po Oświęcimiu, kiedy przyjeżdżałam do ojca do Warszawy, a ojciec uczył mnie konspiracji. Zabierał mnie ze sobą do tramwaju, jeździł ze mną po różnych miejscach, kazał mi czasem chodzić przed sobą i obserwować. Kiedy zobaczyłam partol niemiecki, miałam mu dać znać.

Pamiętam też choinkę bożonarodzeniową w 1943 roku. To była bardzo patriotyczna choinka, świeczki mieliśmy tylko białe i czerwone. Były tez jakieś wstążeczki, ale też tylko biało-czerwone. To był okres po ucieczce ojca z Oświęcimia, a przed Powstaniem Warszawskim On się już wtedy ukrywał. Ale, mimo to, co tydzień, albo on był u nas w Ostrowii, albo my byliśmy u niego w Warszawie.

Ojciec w Oświęcimiu przeżył piekło. Przez dwa i pół roku organizował konspirację. Kiedy okazało się, jak tam jest, to mieli tylko jeden cel - ratować ludzi. Dożywiać ich, ubierać… Proszę prześledzić pobyt ojca w tym oświęcimskim piekle. Niech sobie każdy mówi, co chce, ale ja uważam, że on to był człowiek posłany tam… przez Boga. Musiał zrobić to, co zrobił. Sama ucieczka ojca z Oświęcimia jest cudem… To była jedna ze stacji jego drogi krzyżowej.

A ta ostatnia stacja była najstraszniejsza, najstraszliwsza. Była tak zmaltretowany… nie tyle przed procesem, co już nawet po procesie. Dlatego, że jego oprawcy nie dostali tego, co chcieli. Chcieli, żeby ojciec powiedział wyraźnie, żeby oskarżył Armię Krajową. I tak by w czapę dostał, ale chodziło im o to, żeby tego człowieka wykorzystać, który był nietuzinkowy. To był dla nich prawdziwy tuz. Powiedział wtedy do mamy: "Ja jestem już skończony". Dał mamusi grzebyk i poprosił, żeby sobie kupiła książkę Tomasz Kempisa "O naśladowaniu Chrystusa" i żeby ją sobie codziennie we fragmentach czytała. Tak mówił: "Ja jestem skończony, a Oświęcim to była igraszka… w stosunku do tego, co ja tutaj przeżywam".

Nazwa Żołnierze Wyklęci jest dobra dla młodzieży, bo jest chwytliwa. Skłania ich, żeby się dowiadywali, za co oni byli wyklęci. A dla mnie to oni byli niezłomni. Rycerze niezłomni."

warszawskiPiS/run
http://www.stefczyk.info